Czy jest we mnie Narcyz?

Słowo „narcyz” zrobiło w ostatnich latach ogromną karierę. Narcyzem bywa były partner, szef, teściowa, koleżanka z pracy. Ktoś, kto manipuluje, dominuje, potrzebuje podziwu i zawsze musi mieć rację. Czasem takie określenie jest trafne. Czasem jednak staje się etykietą, którą przyklejamy komuś, z kim jest nam trudno. „Ja jestem wrażliwy, on jest narcyzem.” „Ja cierpię, ona manipuluje.” Takie podziały upraszczają świat.
A może warto trochę skomplikować ten obraz i zadać sobie pytanie: czy przypadkiem czegoś z narcyza nie ma także we mnie?
Narcyz wielkościowy i narcyz wrażliwy
Najłatwiej rozpoznać narcyza wielkościowego. To ktoś, kto potrzebuje być ważny, wyjątkowy i podziwiany. Może podkreślać swoje osiągnięcia, pozycję, wiedzę czy atrakcyjność, źle znosić sprzeciw i patrzeć na innych z góry. Ten obraz znamy dobrze i to nim najczęściej posługujemy się, kiedy etykietujemy „tych złych”.
Ale narcystyczny sposób regulowania poczucia własnej wartości może wyglądać zupełnie inaczej. Może być cichy, wrażliwy i pełen wstydu. Ten rodzaj narcyzmu jest mniej oczywisty, a jego elementy mogą być bliskie wielu z nas.
Zamiast myśleć: „jestem lepszy od innych”, człowiek może przez większość życia pytać: „czy przypadkiem nie jestem gorszy?” I właśnie dlatego tak bardzo potrzebować dowodów, że jednak jest wartościowy. Wrażliwy rys narcystyczny nie musi wyglądać jak stałe poczucie wyższości. Częściej wiąże się z niepewnością, porównywaniem się, zawstydzeniem i silną potrzebą bycia dostrzeżonym.
Wstyd, krytyka i poczucie własnej wartości
Osoba o bardziej wrażliwym rysie narcystycznym może bardzo mocno reagować na krytykę, ironię, brak zainteresowania, pominięcie czy lekceważenie. Jedna uwaga może szybko uruchomić coś znacznie głębszego: „może rzeczywiście jestem śmieszny?”, „może jestem mało ciekawy?”, „może niewiele znaczę?”.
To, co dla jednej osoby pozostaje pojedynczą uwagą, dla kogoś o wrażliwym rysie narcystycznym może stać się zagrożeniem dla całego obrazu siebie. Wtedy zaczyna się walka o odzyskanie równowagi.
Jednym ze sposobów radzenia sobie z tą kruchością jest budowanie idealnego obrazu siebie. Chcę być kompetentny, ciekawy, inteligentny, atrakcyjny, dobry, nietuzinkowy. Nie ma nic złego w ambicji. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten obraz przestaje być aspiracją, a staje się podporą całego poczucia własnej wartości.
Wtedy nie wystarczy: „zrobiłem coś dobrze”. Potrzebuję raczej: „jestem kimś wyjątkowym.” Podziw, zainteresowanie, pochwała czy pożądanie zaczynają pełnić funkcję stabilizatora. „Ktoś mnie podziwia — jestem kimś.” „Jestem atrakcyjny — mam wartość.” „Ktoś mnie potrzebuje — jestem ważny.”
Jak reagujemy na narcystyczne zranienie?
Narcystyczne zranienie to mocne zachwianie obrazu siebie i poczucia własnej wartości. Jedni atakują, inni uciekają, jeszcze inni zaczynają udowadniać. Ktoś może pomyśleć: „skoro mnie nie doceniasz, to ja ciebie nie potrzebuję” i wycofać się z relacji. Ktoś inny zacznie pomniejszać osobę, która go zraniła: „właściwie to on sam jest przeciętny”, „ona ma bardzo wąskie horyzonty”. Jeśli trudno mi odbudować własną wartość, mogę spróbować obniżyć wartość drugiego.
Nie każda narcystyczna obrona wygląda jednak jak dominowanie. Czasem człowiek staje się bardzo dopasowany: miły, bezproblemowy, dowcipny, zawsze gotowy podtrzymać dobry klimat. Może nie stawiać granic albo śmiać się z żartu, który wcale go nie bawi, bo w tle działa pytanie: „czy nadal będziesz mnie lubić?”
Życie w ciągłym porównywaniu się
Jednym z najbardziej męczących elementów narcystycznego sposobu funkcjonowania jest życie w świecie porównań. Kto jest lepszy? Kto ciekawszy? Kto więcej osiągnął? Kto ma ciekawsze życie?
To świat pionowy. Zawsze ktoś jest wyżej, a ktoś niżej.
Jeśli moje poczucie wartości zależy od miejsca na tej drabinie, muszę stale sprawdzać swoją pozycję. A jeśli wydaje mi się, że jestem niżej, zaczynam się wspinać: jeszcze więcej osiągnąć, jeszcze ciekawiej żyć, jeszcze bardziej imponować. Taki sposób życia jest męczący, bo poczucie własnej wartości nigdy nie może naprawdę odpocząć.
Czy potrzeba intensywności też może mieć związek z narcyzmem?
Czasem intensywność również staje się sposobem na budowanie obrazu siebie. Zwyczajne życie może wydawać się zbyt małe, zwykły weekend — nudny. Potrzebne są mocne doświadczenia, podróże, emocje, historie, coś nowego.
Nie zawsze dlatego, że jesteśmy ciekawi świata. Czasem również dlatego, że intensywność mówi: „moje życie jest wyjątkowe, więc ja też jestem wyjątkowy.” Można kochać doświadczenia, ale można też potrzebować ich po to, żeby nie zetknąć się z własną zwyczajnością.
Czy każdy z nas ma cechy narcystyczne?
W pewnym zakresie — tak. Potrzeba uznania jest ludzka. Porównywanie się jest ludzkie. Wrażliwość na krytykę jest ludzka. Pragnienie bycia ważnym dla innych także jest ludzkie.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy te mechanizmy stają się bardzo silne, sztywne i powtarzalne. Kiedy bez podziwu trudno mi czuć własną wartość, krytyka niemal zawsze prowadzi do wstydu albo ataku, a relacje zaczynają służyć przede wszystkim regulowaniu obrazu siebie.
Jak budować bardziej stabilne poczucie własnej wartości?
Być może droga wyjścia nie polega na przekonywaniu siebie: „jestem przeciętny i muszę się z tym pogodzić”. Chodzi raczej o odkrycie, że nie muszę być wyjątkowy, żeby mieć wartość.
Mogę zrobić coś świetnie, nie stając się kimś lepszym. Mogę coś zawalić, nie stając się kimś gorszym. Mogę spotkać osobę bardziej utalentowaną, bogatszą czy atrakcyjniejszą i nie tracić przez to swojego miejsca.
Może poczucie własnej wartości nie musi być drabiną. Może byćgos korzeniem. Nie chodzi wtedy o pytanie: „jak wysoko jestem?”, ale: „na czym stoję?”
Być może warto czasem powiedzieć sobie: jest we mnie narcyz. Nie: „jestem narcyzem i to mnie definiuje”. Tylko: jest we mnie część, która chce być podziwiana, boi się bycia nieważną, źle znosi zawstydzenie i czasem próbuje być wyjątkowa, żeby poczuć się bezpiecznie.
Można ją zobaczyć, zrozumieć i nie trzeba jej oddawać kierownicy. Samo zobaczenie tych mechanizmów nie jest oskarżeniem. Może być początkiem większej wolności.
Być może wtedy zamiast ciągle pytać: „czy jestem lepszy czy gorszy?”, można zacząć pytać:
„czy potrafię być sobą bez nieustannego udowadniania swojej wartości?”
I może właśnie tam zaczyna się spokojniejsze życie.
Nie wyżej. Głębiej.
Pracownia Logos




Komentarze