Nie wszystko, co czuję, mówi prawdę o mnie

Czasem wystarczy jedno wydarzenie, żeby nagle zmienić sposób, w jaki widzimy siebie. Ktoś nie odpisuje na wiadomość i pojawia się myśl: „jestem nieważny”. Ktoś nas krytykuje i natychmiast uruchamia się: „jestem beznadziejny”. Post w mediach społecznościowych przechodzi bez echa i łatwo pomyśleć: „to, co robię, nie ma wartości”.
Ale działa to również w drugą stronę. Ktoś nas podziwia, pożąda, zaprasza do swojego świata i pojawia się: „jestem wyjątkowy”. Odnosimy sukces i zaczynamy myśleć: „wreszcie jestem kimś”. Dostajemy wiele uwagi i czujemy, jakby ta uwaga mówiła nam coś bardzo ważnego o naszej wartości.
Problem polega na tym, że zarówno doświadczenia bolesne, jak i przyjemne potrafimy bardzo szybko zamienić w werdykt o sobie. A przecież doświadczenie mówi przede wszystkim o tym, co przeżywamy. Nie zawsze mówi prawdę o tym, kim jesteśmy.
Między wydarzeniem a obrazem siebie
Warto zobaczyć prosty ciąg: wydarzenie → emocja → interpretacja → wniosek o sobie.
Ktoś mnie odrzuca. Czuję ból. Interpretuję to jako znak, że nie jestem wystarczająco dobry. I kończę z przekonaniem: „jestem nieatrakcyjny” albo „nie zasługuję na miłość”.
Albo odwrotnie: ktoś mnie bardzo chce. Czuję ekscytację. Interpretuję to jako dowód własnej wyjątkowości. I kończę z przekonaniem: „jestem kimś niezwykłym”.
W obu przypadkach jedno wydarzenie zostaje obciążone znaczeniem większym, niż jest w stanie unieść.
Emocja jest prawdziwa. Interpretacja wymaga sprawdzenia
To, co czujemy, jest realne. Ból odrzucenia jest realny. Wstyd jest realny. Złość jest realna. Ekscytacja, duma, zachwyt i poczucie bycia pożądanym również są realne.
Ale emocja nie jest jeszcze interpretacją.
Jeśli czuję się nieważny, nie znaczy automatycznie, że jestem nieważny. Jeśli czuję się wyjątkowy, nie znaczy automatycznie, że jestem bardziej wartościowy niż inni. Jeśli czuję się odrzucony, nie znaczy, że jestem odrzucenia wart. Jeśli czuję się podziwiany, nie znaczy, że moje życie nagle stało się bardziej wartościowe.
Warto nauczyć się rozdzielać dwa poziomy: „tak się czuję” i „taki jestem”. To nie jest to samo.
Negatywne doświadczenia potrafią stać się wyrokiem
Kiedy ktoś ma kruche poczucie własnej wartości, trudne doświadczenia często uruchamiają bardzo stare i silne narracje.
Nie zdałem egzaminu — „jestem głupi”.Nie dostałem awansu — „jestem przegrany”.Ktoś mnie skrytykował — „jestem beznadziejny”.Partner się oddalił — „nie jestem wart miłości”.Ktoś nie odpowiedział — „jestem nieważny”.
To są sytuacje, w których pojedyncze zdarzenie zostaje rozszerzone na całą tożsamość.
Zamiast powiedzieć: „to mi się nie udało”, mówimy: „jestem nieudany”. Zamiast: „ta osoba mnie nie wybrała”, mówimy: „nikt mnie nie wybierze”. Zamiast: „to doświadczenie było bolesne”, mówimy: „ze mną jest coś nie tak”.
Pozytywne doświadczenia też mogą nas zwodzić
Łatwo myśleć, że problemem są wyłącznie negatywne interpretacje. Nie. Pozytywne doświadczenia również potrafią stać się zbyt ważne.
Kiedy ktoś nas podziwia, pożąda, zachwyca się nami albo intensywnie interesuje, może pojawić się ogromna fala dobrego samopoczucia. I to jest w porządku.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy z tego doświadczenia budujemy fundament własnej wartości.
„Skoro mnie chce, to znaczy, że jestem wartościowy.”„Skoro odniosłem sukces, to znaczy, że jestem kimś.”„Skoro ludzie mnie podziwiają, to znaczy, że moje życie ma sens.”
Wtedy zaczynamy potrzebować kolejnych potwierdzeń. Bo jeśli poczucie własnej wartości zostało zbudowane na zewnętrznej reakcji, trzeba je nieustannie odnawiać. Jedno „brawo” wystarcza tylko na chwilę.
Dlaczego cudze reakcje mają taką władzę?
Jeśli człowiek nie ma względnie stabilnego poczucia własnej wartości, bardzo łatwo zaczyna budować je z reakcji otoczenia: z tego, czy ktoś się uśmiechnął, odpisał, pochwalił, zaprosił, przeczytał, polubił, pożądał.
Wtedy świat zewnętrzny staje się lustrem.
A problem z takim lustrem jest prosty: ono zmienia obraz co chwilę.
Dziś pokazuje: „jesteś świetny”. Jutro: „jesteś nieważny”. Pojutrze: „jesteś atrakcyjny”. Za tydzień: „jesteś przegrany”.
Jeśli poczucie własnej wartości jest całkowicie zależne od tego lustra, człowiek żyje na emocjonalnej huśtawce.
Stabilne poczucie własnej wartości nie oznacza obojętności
Dojrzałość nie polega na tym, że nic nas nie rusza. Nie chodzi o to, żeby nie cieszyć się sukcesem, nie przeżywać odrzucenia albo nie potrzebować bliskości.
Chodzi raczej o to, żeby doświadczenie nie miało prawa całkowicie definiować naszego obrazu siebie.
Mogę być rozczarowany porażką i nadal wiedzieć, że mam wartość. Mogę być zachwycony sukcesem i nadal wiedzieć, że nie czyni mnie on kimś „bardziej wartościowym” od innych. Mogę boleśnie przeżyć czyjeś odrzucenie i nie zamieniać go w dowód, że jestem niegodny miłości. Mogę cieszyć się tym, że jestem pożądany, bez budowania na tym całej swojej tożsamości.
Co naprawdę wynika z tego doświadczenia?
To jedno z najważniejszych pytań, jakie możemy sobie zadawać.
Nie: „Co to mówi o mnie?”
Ale najpierw: „Co naprawdę wydarzyło się w tej sytuacji?”
Ktoś nie odpowiedział. To fakt. „Jestem nieważny” — to już interpretacja.
Nie udał mi się projekt. To fakt. „Jestem beznadziejny” — interpretacja.
Ktoś mnie bardzo chce. To fakt. „Jestem wyjątkowy i moje życie ma większą wartość” — interpretacja.
Dojrzała refleksja polega między innymi na tym, żeby nie brać interpretacji za fakt.
Tożsamość potrzebuje głębszego fundamentu
Jeśli chcemy mniej zależeć od zmiennych doświadczeń, potrzebujemy miejsca, z którego poczucie własnej wartości będzie wyrastać stabilniej.
Może nim być relacja z samym sobą, świadomość własnych wartości, wiara, realne więzi, odpowiedzialność, poczucie, że jestem kimś więcej niż suma sukcesów, porażek i cudzych reakcji.
Dojrzała tożsamość nie mówi: „nic mnie nie obchodzi”.
Raczej:
„To mnie dotknęło. Ale to nie definiuje całego mnie.”
I chyba właśnie to jest jedna z najważniejszych rzeczy w budowaniu stabilnego poczucia własnej wartości.
Nie przestać przeżywać. Nie przestać potrzebować ludzi. Nie przestać cieszyć się sukcesem.
Ale nauczyć się mówić:
To, co przeżywam, jest prawdziwe. To, co z tego wnioskuję o sobie, wymaga sprawdzenia.
Robert Czeszkiewicz
Pracownia Logos




Komentarze